poniedziałek, 4 grudnia 2017

Powołał mnie Pan na bunt

Przez wiele lat nie miałam telewizora i nie oglądałam telewizji. Od pewnego czasu zdarza mi się obejrzeć program typu umawianie się na randki w ciemno, zamiana mieszkań między pozornie różnymi warstwami społecznymi itd. I muszę przyznać, że czerpię z tego jakąś masochistyczną przyjemność, jak Krzysztof Varga z rodzimej kinematografii. Kiedyś, jeszcze na przełomie wieków, odnajdywałam równowagę między ogłupianiem mas a zwykłą przyzwoitością. Pamiętam scenę z filmu "Głośniej od bomb" Przemysława Wojcieszka, w której młoda bohaterka jest w supermarkecie, a w koszu z przecenionymi do 1zł książkami znajduje tomik wierszy Haliny Poświatowskiej. Wtedy to robiło na mnie wrażenie. Podkreślenie ile teraz jest warta tzw. kultura i gdzie można ją znaleźć.
Mało tego, nikt jej nie chce nawet za 1zł! Minęło kilkanaście lat i wydaje mi się, że już nigdy nie będzie dobrze. Już zaczynam się z tym godzić, walka skończona, pora znaleźć sobie swoją pustelnię i tam się zaszyć. Wracając do programów, o których wspomniałam na początku. Wczoraj przeczytałam zdanie, które mnie olśniło, mianowicie: "kiedyś wstydem było pokazać swoją głupotę". Otóż to! Zobaczcie sami jakie dawniej mieliśmy w telewizji teleturnieje, czy programy dla dzieci i młodzieży. Jaką muzykę, filmy. Czasami w soboty oglądam powtórki programu "Wielka gra", staram się też regularnie oglądać "Jeden z dziesięciu" (choć pytania zdają się być coraz łatwiejsze na przestrzeni lat),a potem przełączam się na pierwszy lepszy kanał w telewizji. Wydaje mi się, zidiocenie sięgnęło zenitu. W filmie Lecha Majewskiego "Ogród rozkoszy ziemskich" jest taki monolog głównej bohaterki: "zwyciężyła materia sublunarna i ona rządzi światem. Świątynie i biblioteki są puste. Nie ma reguł ani ideałów. Samookaleczenie. Zabawa na siłę. Za cenę śmierci z przedawkowania. Tak, to jest koniec świata. Bach, pisząc fugę słyszał muzykę sfer. Słyszał planety krążące wokół Słońca w tonach i półtonach, odkrytych przez Pitagorasa. Kiedy Bóg rządził światem. Filozofowie, rzemieślnicy, uczeni, artyści - wszyscy służyli jemu. Domy sprzed stu lat to oazy stabilności i symetrii. Tykanie zegara upewniało, że świat jest mierzony równymi odcinkami. A potem nagle wszystko zaczęło się chwiać i rozpadać. Dlaczego? Nie wiadomo. Widać to na olbrzymich, abstrakcyjnych płótnach współczesnej sztuki, które nic nie wyrażają i gdzie nowe kanony brzydoty służą za piękno. Kikuty rzeźb w nowych parkach miejskich, tam dzieci niedojrzałych ojców zabijają kijami bejsbolowymi. W tym świecie boga zastąpiła rozrywka. Nowi kapłani szczerzą białe zęby z telewizyjnych ołtarzy, prowadząc kretyńskie teleturnieje. Pięćdziesięcioletnie dzieciaki biegają w kisielu, przebrane za truskawki, by wrzucić czaszkę do kosza z różowego plastiku, a ich siedmioletnie latorośle tkwią przed komputerami i krążą po labiryntach, by laserami unicestwić wszystko co się rusza. Ćwiczą jedyną umiejętność przydatną, gdy świat się kończy. Sprawne uśmiercanie". Czy ktoś ma odwagę powiedzieć, że jest inaczej? A film jest z roku 2003, gdy świat był na początku drogi oddawania się za darmo przeróżnym portalom internetowym. W swoim czterdziestoletnim życiu byłam na różnych etapach: wychowano mnie w poczuciu, że niewiedza może być powodem do wstydu, że złe zachowanie przy stole może być powodem do wstydu, że brak savoir-vivru może być powodem do wstydu, że brak kultury może być powodem do wstydu. Ale wszystkie te braki można nadrobić! Pamiętam jak w wieku kilkunastu lat odkryłam zespół Republika. Niektórych ich tekstów po prostu nie rozumiałam. I co robiłam? Siedziałam w domu ze słownikiem języka polskiego oraz ze słownikiem wyrazów obcych i odkrywałam znaczenie wszystkich trudnych dla mnie słów, które przemycał Ciechowski. Niewiedza nie znaczy: przegrany. Zdobycie wiedzy jest za darmo. Tak jak wspomniałam na początku, dotarło do mnie, że obecnie nie ma już w ludziach poczucia wstydu. Nie trzeba się wstydzić swojej głupoty, chamstwa, próżności, braku kultury. Ta brama została otwarta i żadna rewolucja tego nie odmieni. Buta, głupota i wulgarność wylewa się z sejmowych ław, z telewizji, prasy, książek (zauważyliście, że teraz każdy pisze książki?). Mam kolegę, który jeszcze wierzy, że ludziom trzeba tłuc do głowy różne banały (pozorne banały), bo to działa jak uderzenie kilofa: z jednej strony wejdzie, z drugiej wyjdzie, ale w środku coś zostaje. Ja już nie wierzę. Ludzie potrzebują mentorów równych sobie - każdy może zostać coachem, przewodnikiem, ekspertem od majtek czy soków owocowych. Można założyć kanał na YT i zyskać mniejsze lub większe grono oglądających. Można pisać blogi, artykuły itd. i nikt tej wiedzy nie weryfikuje. Zamozwańczy eksperci. Tak, też postanowiłam pisać w opozycji do wszystkich mądrali. Postanowiłam pisać o swoich wątpliwościach, szukaniu sensu w tym wszystkim. Wierzę, że w tej sieciowej magmie jest ktoś jeszcze, kto też nie godzi się na taki świat. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz