piątek, 29 grudnia 2017

Freeganizm


Święta, święta, i po świętach czas wyrzucić towar zamówiony w nadmiarze. Nie tylko jako jednostki oddajemy się świąteczno-zakupowemu szaleństwu, sklepy także zamawiają więcej żywności, licząc na zyski. A że potem trzeba towar wyrzucać? To jest wliczone w koszta. Zawsze zastanawiało mnie, dlaczego ludzie kupują takie ilości jedzenia na święta. Czy planują z góry jeść więcej? Czy to nawyk? Bezmyślność? Podoba mi się akcja, która dzieje się w Poznaniu czy Warszawie pn. "Jadłodzielnia". Nadmiar zakupionego jedzenia można zostawić w wyznaczonym miejscu, czyszcząc tym samym swoje sumienie, ale przede wszystkim pomagając tym, którzy tej pomocy potrzebują.
Mam kontakt z osobami, które korzystają z pomocy MOPSu i otrzymują jedzenie: nabiał, makarony, kasze itd. Bardzo chętnie proponują sprzedaż tych produktów za symboliczne piwo. Bliska mi osoba pracuje w stołówce Gimnazjum w naszym mieście i powiedziała mi, że zawsze wie, które młode osoby mają obiady opłacane z dofinansowania, a którym rodzice płacą za posiłki. Otóż wie to patrząc na zachowanie młodzieży. Pewna grupa robi "kulki z ziemniaków" i rzucają się tym po stołówce, wylewają zupy, dolewają sobie kompoty do potraw (w ramach kawału zrobionemu koledze) i potem tego nikt nie je. Druga grupa zjada posiłek i wychodzi ze stołówki. Po rozmowie ze świetliczanką okazało się, że ci którzy rzucają się jedzeniem, tak naprawdę nie płacą za obiady. Robi to MOPS. Domyślam się, że dla wielu osób jest to ważna pomoc i są tacy, którym to naprawdę ułatwia życie i często jest to jedyny ciepły posiłek w ciągu dnia, ale są to dwie na dziesięć osób. Dlatego napisałam na wstępie, że "Jadłodzielnie" są świetnym pomysłem, bo korzystają z tego osoby, które tej pomocy potrzebują. Kiedyś z kolegą robiliśmy spacer diagnostyczny w naszej dzielnicy do pewnego projektu i m.in. zagadaliśmy właścicielkę skupu złomu. Podpytywaliśmy głównie kto i co przynosi. I zaskoczyło mnie, kiedy babka odpowiedziała, że poza "wózkarzami" i ludźmi, którzy przywożą złom z różnym firm, często przychodzą też starsze osoby z kilkoma kilogramami makulatury. Ci starsi ludzie stoją podobno przez chwilę po drugiej stronie ulicy, niby czekając na busa (jest tam przystanek), rozglądają się i kiedy uznają, że nikt ze znajomych czy sąsiadów ich nie widzi, przynoszą makulaturę (i często stare książki), by dostać 1-2 złote. To zadbane starsze osoby, którzy czują opór przed wejściem do skupu, ale jednak to robią. Często są to kobiety, a w jednej z nich właścicielka skupu rozpoznała emerytowaną nauczycielkę. I to jest straszne. Te osoby nie korzystają z MOPSu, mają karygodne emerytury, często nikogo bliskiego. Miałam też kiedyś sąsiadkę, starszą samotną kobietę, która zagadywała mnie zawsze o pogodę. O to, że zimno, a to że upalnie...I czasem przemykała przez korytarz uśmiechnięta, bo dostała emeryturę i kupiła sobie "20 dag ciasteczek do kawy". Pamiętam je, zwykłe, maślane herbatniki na wagę. To były jej małe święta. Kiedyś zaproponowałam jej mini sesję zdjęciową, zgodziła się, ba, ucieszyła się, bo nie pamiętała kiedy ktoś robił jej zdjęcia. Przyszłam do niej i w podzięce dałam jakieś słodycze i paczkę kawy znanej marki (nie żadna wyższa półka). Kobiecina prawie się popłakała z radości - głównie z powodu kawy. Ci ludzie są cisi. Nie spotkamy ich w MOPSie, nie chodzą prosić o pomoc. Sąsiadka 40 lat przepracowała w jednym przedszkolu, w którym sprzątała i pomagała w kuchni. W świecie brakuje równowagi, a brak równowagi zawsze ma złe skutki. Prędzej czy później.
P.S. A jedzenie na załączonym zdjęciu jest z dzisiaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz